poniedziałek, 23 sierpnia 2010

rok to krojenie chleba

Mija właśnie rok od momentu powołania do życia tego oto wirtualnego miejsca.

Rachunek zysków i strat?

Cel główny bloga, o którym pisałem tu w pierwszym wpisie... Niestety, a może stety, jak dotychczas nie został osiągnięty.

Cel na ten rok - o którym tu - również nie zostanie osiągnięty.
Postanowiłem nie startować w Borównie. Powód prosty - to więcej niż pewne, że zszedłbym z trasy nie ukończyszwy, prawdopodobnie, biegu.
Ostatnie doświadczenia z Zielonki pokazały, że pomimo odrobienia strat (z 8. miejsca po pływaniu na 3. po rowerze) nie jestem przygotowany na taki wysiłek (po biegu spadłem na 5./6.). A to był olimpijski dystans - a nie dwa razy tyle rowerze i biegu. 7 godzin wysiłku przy takiej intensywności leży poza moimi możliwościami.

Tyle narzekań. Lista zysków jest o wiele dłuższa.

1. W sierpniu 2009 wziąłem udział w zielonkowskim triathlonie - w sztafecie, jako kolarz. Udane spotkanie z nowa dyscypliną

2. 23 sierpnia 2009 wystartowałem w pierwszym w życiu triathlonie - Habdzinman. Ukończyłem całkiem zadowolony.

3. 17 października. Życiówka na 10 km na Kabackiej Pętli (choć to niestety nie pełne 10 km) - tu więcej - bieg taki wyłącznie dzięki ś.p. Staszkowi Tarnowskiemu. Dzięki Ci Stachu. Poświęciłeś ten bieg dla mnie, a ja dzięki temu uwierzyłem, że można biegać poza granicą bólu. Pewnie podglądasz sobie moje poczynania przez niebieski internet.

4. 11 listopada 2009. Życiówka na 10 km - tym razem na atestowanej trasie, na której niestety oznaczenie kilometrów na pewno nie były "atestowane". Czyli Bieg Niepodległości.

5. 29 listopada 2009. Kurs Total Immersion

6. 30 stycznia 2010. Początek taternickiego kursu zimowego. Potrwał dwa tygodnie. Sporo nowych doświadczeń.

7. 20 lutego 2010. Szybki przemarsz zimową porą przez Góry Świętokrzyskie. Cóż za radość.

8. 24 marca 2010. Po miesiącach ciężkiej walki, narażaniu się na śmieszność (stary facet tapla się w brodziku!), chwilach zwątpienia po raz pierwszy przepłynąłem kilka metrów kraulem.

9. 28 marca 2010. Zrobiłem życiówkę na półmaratonie - Warszawskim. I to w pięknym, nowym stylu - pilnując tempa przez cały bieg. Wspaniałe doświadczenie.

10. 4 kwietnia 2010. Pseudopolarna przygoda na Hardangervidda. Czyli ciągnięcie sanek przez kilka dni w nie najanlepszej pogodzie.

11. 7 sierpnia 2010. Wystartowałem po roku w triathlonie Lechitów w Zielonce. Tym razem sam. Ukończyłem pierwszy olimpijski triathlon, w sumie w nienajgorszym stylu.

Tyle. Więc podsumowując podsumowanie - życiówki na 10 km i w półmaratonie. Kurs pływania i wspinania zimowego. Ganianie po śniegu z sankami w Norwegii i bez sanek po Świętokrzyskich. Starty w triathlonach. I chyba najmozolniejsze, długotrwałe działanie, ale z sukcesem. Nauczyłem się pływać kraulem.
Słabo?

2 komentarze:

  1. niesłabo! jak na jeden rok uzbierała się całkiem pokaźna lista całkiem pokaźnych osiągnięć. jak to się czasem mawia - liczy się droga, a nie cel, a podążając gdzieś można dotrzeć w zupełnie inne miejsce niż się chciało. grunt by iść, a nie stać. trzymam kciuki za kolejne cele, a głównie - za dalszą drogą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kuba, jestem pod wrażeniem! W ostatecznym rachunku liczy się tylko walka - jeśli ją podejmujesz, już samo to czyni Cię zwycięzcą! Gratuluję samozaparcia.... i pomyśl ile jeszcze celów do zrealizowania przed Tobą!
    Paweł

    OdpowiedzUsuń