poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Do wody - 7., aeroby - 1.

I oto nieustrukturowana zabawa przyniosła efekt.
Otóż w TI (total immersion) kluczem do prędkości pływania jest kilka elementów - ale za samą prędkość w największej mierze odpowiada obrót tułowiem. Tyle razy byłem na basenie i za każdym razem nie mogłem tego wyczuć.
No jak obrót tułowiem? Pakuję dłoń koło ucha do wody i wysuwam do przodu - druga w tym czasie wykonuje zamach - czyli odpycham się nią od wody czy też raczej przesuwam nią w wodzie - i z tego ruchu w głównej mierze szła cała para na przód.
Jak się próbowałem obracać między tymi rękami - znaczy tułowiem - to jakoś tak fatalnie wychodziło. wiłem sie jak piskorz. Nogi wyskakiwały ponad lustro i biły, biły wzniecając fontanny - nawet czasem tak duże, że przy wynurzeniu głowy z wody do oddechu zalewała mnie moja własna woda spod stóp. No porażka.
A tu dziś, bez żadnej zapowiedzi, podczas nieustrukturowanej zabawy...
Nagle mi tułów czmych - i się obrócił.
Potem czmych - i na drugą stronę. Cholera! To działa! Ręka co ma młócić wodę jakoś tak swobodniej idzie. Prędkośc też jakby wzrosła - widzę po kafelkach na dnie. Wreszcie zaczęły się przesuwać! Zazwyczaj wyprzedzają mnie panie płynące na plecach, którym lekarze zakazali przekraczać 100 HR. tym razem to ja wyprzedzam te panie!
No, no, no... do czego to doprowadzi?

Potem wbiłem się na siłownię. Uprzejma recepcjonistka poinformowała mnie, że nie byłem tam 371 dni. Wspaniale!
Secik z wioseł (10'), orbitreka (20') i znów wioseł (10') poprzetykany brzuszkami i spięciami.

1 komentarz:

  1. bardzo się cieszę, że wreszcie uzupełniłeś bloga! trzymam kciuki za wytrwałość - i w pisaniu - i w rozlicznych ruchach :)))

    OdpowiedzUsuń