piątek, 26 marca 2010

Wow!

Z samego rana postanowiłem sprawdzić swoje nowo nabyte umiejętności na 25-metrowym basenie. Warszawianka, ze swoją pięćdziesiątką, przeraża. Drugi brzeg leży niemal za horyzontem. Udałem się chyłkiem na praski basen przy Jagielońskiej. To tam w 2008 roku podłożyłem solidne fundamenty pod kraula. Chciałem, żeby to właśnie te kafelki na dnie niecki zobaczyły pierwsze, co się udało zrobić z tymi nieskładnymi ruchami prawie dwa lata temu.
Niestety - basen o określonej godzinie zamykają dla klientów - przychodzą dzieci ze szkół.
Gorączkowe poszukiwanie niecki wypełnionej wodą. Może Gocław? Tam był basen!
Krążyłem po uliczkach Gocławia dobre 20 minut. Zdesperowany wyskoczyłem z auta na jakimś przystanku wypytać ludzi.
Wreszcie - jest. Wskakuję do wody...
Cholera. Chyba przedwczesne te fanfary. Pierwsze dwie długości to porażka, ale potem, powoli, powoli...
Kurczę. To uczucie, kiedy osiąga się prawie idealną pozycję...
Momentami czułem, że nie płynę, a szybuję w wodzie...
To było cudowne.
Cały dzień myślałem potem o tym uczuciu szybowania.
Chcę jeszcze!

1 komentarz: