piątek, 11 czerwca 2010

Basen dla cierpliwych i bieganko

Jadę na Warszawiankę. Są zawody. Basen zamknięty. Jadę na Wodnika. Z duszą na ramieniu, bo przez ostatnich kilka dni, ze względu na zagrożenie powodziowe, basen był zamknięty i nie wiem, czy już go otworzyli. Otworzyli. Wskakuję do wody. Za chwilę jest przy mnie ratownik.
- Czepek!
Zapomniałem. Na Warszawiance można bez. Tu nie. Zapomniałem.
- W kasie można kupić - mówi ratownik, po dłuższej utarczce słownej z pływakiem (czyli ze mną), który twierdzi, że ma bardzo krótkie włosy.
Wychodzę w slipkach do kas. Pani w kasach mówi, że czepków nie mają, ale na dole (po schodach w dół do hali głównej) jest sklepik. Schodzę do hali głównej, koło szatni. Kupuję czepek. 10 zł.

Potem trudny schemat.
900 metrów kraula - 3 razy po 3x100 (każda setka 4x25/trzy oddechy) po setce 45 sek. przerwy, po serii 90 sek. przerwy. Na koniec 100 żaby.

Wracam do domu. Wyjmuję ręcznik i slipy do suszenia. Czepka nie ma.
Zgubiłem.

Po południu czuję się niedorżnięty.
Jadę na Kabaty. Jest ok. 18, ale temperatura chyba przekracza 30 st.C.
Gorąco. Truchtam 10 minut, potem 5 minut mocno, 7 minut truchtu. Znów 5/7 i jeszcze raz, i jeszcze raz. Razem 4 5-minutowe mocne akcenty z przerwami do pełnego wypoczynku.
Łącznie wychodzi 55'13''.

środa, 9 czerwca 2010

Ręce trochę wyżej, myśl trochę poza

Basen - 700 metrów (50/45) + 200 żabą w ciągu. Ale dziś osiągnąłem coś ekstra. Otóż przy oddychaniu na lewą stronę głowa za długo dochodziła do powierzchni i nie nabierałem dość powietrza. W pewnym momencie odkryłem, że jeśli trzymam ręce troszkę płycej - wtedy płynie się rewelacyjnie. Jak rakieta albo ryba. Wyciągnięty, poziomy!!! A więc dotychczas pływałem zbyt mułowato, bo za bardzo zagłębiałem ręce, a to oznaczało za dużą przeciwwagę - przód ciała za głęboko schodził pod powierzchnię. Tak. Trzeba zaburzyć styl, żeby dojść do ideału!
Tak jest ze wszystkim.
Trudno zrozumieć cokolwiek, jeśli się poza to nie wyjdzie. Tylko opuszczając coś można na to spojrzeć z dystansu. Tylko robiąc coś źle, można dowiedzieć się, jak wykonać to poprawnie. Inaczej, robi się tylko pozornie poprawnie. Niepoprawność pozwala odnaleźć wzór.

niedziela, 6 czerwca 2010

Mocno i dziwnie lekko

Długi weekend mija, a my z panią J.M. czujemy się nieusatysfakcjonowani wysiłkowo.
Więc pakujemy rowery do Wieloryba i jedziemy na Kabacki parking.
Na początek 41 km roweru. 1 43'50''. Prędkość średnia bez rewelacji - 23,72. Troszkę wiało - więc jest usprawiedliwienie.
Potem przez 7 minut pakujemy rowery, zmieniam buty, popijamy i biegiem na Kabacką Pętlę. Na początku trochę ciężko. Potem - nadzwyczaj łatwo mi się biegnie. Końcówkę przyspieszam. Razem 1 00'05''.

Łącznie wyszło ok. 2 43'55'' wysiłku. Przyznam, że po tej dawce nawet nie czułem się zmęczony. Przedziwne.

sobota, 5 czerwca 2010

Wczoraj w Bieszczadach, dziś na Warszawiance

Pani J.M. obraziła się na góry - bez powodu, więc dziś znów jesteśmy w mieście stołecznym. Skoro tak - basen. 700 metrów (50/45) + 200 żabą w ciągu.

piątek, 4 czerwca 2010

W deszczu, wśród gór

Wspomagałem panią J.M. w jej nieco wyczynowym starcie. Opowiada o nim tu.
Mi udało się wykonać bieg z Cisnej, drogą w stronę Dukli, z odbiciem na południe jakimś wyszczerbionym asfaltem. W jedną stronę cały czas pod górkę. 35'. Padał deszcz, wiał wiatr. Ja w podkoszulku i butach niekoniecznie do biegania, bo takowych ze sobą nie zabrałem. W drugą stronę wyszło 30'. Z górki.
Wśród pięknych gór, w smakowitym deszczu, w ciszy.