niedziela, 27 czerwca 2010

Pływanie

Dawno nie pływałem. Warszawianka więc. 14 x 50, po każdym basenie 45'' przerwy. Ciężko się pływało. Na koniec w ciągu - 100 metrów na plecach, 200 żabką. Razem wyszło 1000 metrów.

sobota, 26 czerwca 2010

Piętnastak

Po akcji festiwalowej spore zmęczenie. W sumie można by to uznać za niezły trening wydolnościowo-siłowy. Potem przyplątała się choroba i na kilka dni trzeba było się poddać. Ale nie ma miękkiej gry.
W ramach Pucharu Maratonu Warszawskiego - 15 km.
Gorącą, leśna trasa z wybojami, niewielka liczba ludzi.
Udało się pobiec 1 18' 11''. Wychodzi więc po jakieś 5.12 na kilometr. Przyzwoicie.
Upalny bieg

środa, 16 czerwca 2010

Chłopaki cwałują

Umówiliśmy się tradycyjnie z Wojtkiem i Arturem na 7.15 na Agrykoli, żeby pobiegac po Łazienkach.
Chłopcy zaczęli mocno. Potem było jeszcze mocniej. Ja z przeziębieniem, ledwo gonię.
Dwa kółka. Zwykle pokonujemy je w ok. 52 minuty.
Tym razem wyszło 44.

wtorek, 15 czerwca 2010

125 w ciągu, dusza moczy stopy, a zatoki skute lodem

Na Wodnika i do wody. Tłoczno. Ok. godz. 18.30.
Postanawiam opykać kilometr w 8 strzałach po 125 metrów każdy.
Nie wiem czy dam radę zrobić 5x25 w ciągu. Więc startuję, a dusza wychyla głowę ponad wodę, siedząc mi na ramieniu i mocząc jedynie stopy.
Dało radę.
Pierwsza seria ustrzelona. Nawet nie było tak ciężko. Super!
90 sekund przerwy.
Potem kolejna seria i kolejna, i kolejna. Tłok taki, że czasem trzeba płynąć na torze na trzeciego.
Po 5. serii czuję, że głowa mi pęka. Zatoki nabite na maksa. Dusza zlazła z ramienia i gdzieś kwili, że boli, bo ona ma połączenie z fizis i też czuje, że zatoki pękają od smarków niczym kra w Gdańskiej na wiosnę.
Strzelam jeszcze jedną serię i się poddaję. Tłok i pękające zatoki. Razem wyszło 750 metrów. Też nieźle.

sobota, 12 czerwca 2010

Niech zobaczy

Rano przezornie udaję się na "Pragię", na basen przy ul. Jagielońskiej. Kiedyś tu kładłem podwaliny pod kraula, pokonując na plecach setki metrów. Teraz niech sobie basenik popatrzy do czego doszedłem.

Pływam setki bez przerwy. Czyli 4 baseny bez zatrzymania, potem 90 sekund przerwy. I tak 10 razy - czyli łącznie 1000 metrów.

Myślę, że basen był ze mnie zadowolony.